Strona główna Uroda

Tutaj jesteś

Co najbardziej łamie włosy?

Co najbardziej łamie włosy?

Uroda

Szukasz odpowiedzi, co najbardziej łamie włosy i czemu mimo pielęgnacji końcówki wciąż się kruszą? Z poniższego tekstu dowiesz się, jakie codzienne nawyki najbardziej szkodzą pasmom. Poznasz też proste zmiany, które realnie odciążą Twoje włosy.

Co najbardziej łamie włosy na co dzień?

Codziennie powtarzane drobne błędy potrafią zniszczyć nawet zdrowe i gęste włosy. Nie chodzi wyłącznie o farbowanie czy prostowanie. Bardzo często przyczyną jest mechaniczne uszkodzenie włosów przez zbyt ciasne upięcia, szarpanie, tarcie o ubrania albo spanie w niekorzystnej fryzurze. Łuski włosa otwierają się, rdzeń włosa staje się odsłonięty i łatwo dochodzi do złamań w losowych miejscach na długości.

Włosy szczególnie źle znoszą połączenie kilku obciążeń naraz. Przykładem jest ciasny, wysoki kucyk na mokrych pasmach po intensywnym szczotkowaniu. Taka fryzura łączy mocne napięcie skóry głowy, rozciąganie osłabionego włosa i ucisk gumki w jednym punkcie. W efekcie pojawiają się krótkie, połamane włoski, a z czasem prześwity przy linii czoła i zakolach.

Ciasne upięcia

Największym wrogiem łodygi włosa jest przedłużone, mocne napięcie. Ciasne koki, spięte wysoko kucyki czy sztywno zaciągnięte warkocze powodują ciągłe ciągnięcie pasm u nasady. Włosy są wtedy przygniecione w jednym miejscu, a cebulki stale pracują pod obciążeniem. Pojawia się ból skóry głowy, uczucie „ciągnięcia” i większe wypadanie przy czesaniu. W skrajnych przypadkach rozwija się łysienie z pociągania, które szczególnie często dotyka osób noszących regularnie fryzury typu „ballet bun”.

Ciasne upięcia działają destrukcyjnie także na długość. Włosy załamywane pod ostrym kątem w gumce lub pod spinką zaczynają pękać dokładnie w tym miejscu. Z zewnątrz widać wtedy charakterystyczny „pierścień” krótszych włosków w okolicy, gdzie zwykle robisz kucyk. Jeśli pasma są dodatkowo rozjaśniane lub bardzo suche, ten efekt przyspiesza, bo włos nie ma elastyczności potrzebnej, by znosić ciągłe wyginanie.

Wysokie koki i kucyki

Wysokie upięcia są wygodne, odsłaniają twarz i szyję, ale przy częstym noszeniu mocno odbijają się na kondycji włosów. Nawet jeśli kucyk wydaje się luźny, jego umiejscowienie na czubku głowy zmienia rozłożenie ciężaru włosów. Cebulki przy linii czoła i na skroniach pracują znacznie intensywniej. Widać wtedy przerzedzenie tych stref oraz pogłębianie się zakoli, zwłaszcza u osób z naturalnie wysokim czołem lub skłonnością do wypadania.

Przy wysokich kokach często dochodzi też do wielokrotnego owijania gumki, aby fryzura „trzymała się cały dzień”. Każde okrążenie to kolejny punkt ucisku. Gdy taki kok nosisz po kilka godzin dziennie, łodyga włosa zostaje odkształcona i zaczyna się łamać tam, gdzie ścisk jest największy. Z czasem coraz trudniej uzyskać gładką fryzurę, bo pojedyncze, połamane włoski sterczą z każdej strony.

Warkocze dobierane

Warkocz dobierany wygląda efektownie, szczególnie na gęstych i długich pasmach, ale jego charakter polega na bardzo mocnym napięciu poszczególnych sekcji włosów. Każde pasmo jest dociągane do skóry głowy, co tworzy piękny, równy splot, ale mocno obciąża łodygę i cebulki. Przy częstym zaplataniu w ten sposób, skóra głowy staje się wrażliwa, a włosy przy linii czoła i karku wykruszają się.

Największym błędem jest zbyt mocne dociąganie każdego kolejnego pasma aż do uczucia „naciągniętej skóry”. Lepiej zostawić lekki luz i stawiać na warkocze miękkie, z których można nieco powyciągać pasma, by uzyskać objętość. Takie luźne fryzury są mniej obciążające, a jednocześnie maskują drobne ubytki i połamane końcówki.

Jakie akcesoria najbardziej niszczą włosy?

Same fryzury to jedno, ale ogromne znaczenie ma też to, czym je wykonujesz. Źle dobrane gumki i spinki do włosów potrafią wyrwać dziesiątki pasm przy każdym zdejmowaniu. Ostre elementy, przeszycia i metalowe łączenia nacinają łuski, co powoduje widoczne zmatowienie i łamliwość na końcach. Czasem wystarczy wymiana kilku akcesoriów, by po kilku tygodniach zobaczyć spokojniejszą skórę głowy i mniej włosów na szczotce.

Warto dokładnie obejrzeć wszystko, czego używasz na co dzień. Wnętrze gumki, ząbki spinek, sprężynki w klamrach i wsuwkach. Jeśli widzisz ostre krawędzie, zadziory lub pęknięcia plastiku, takie akcesoria działają jak mini nożyki. W kontakcie z delikatnym kosmykiem prowadzi to do jego przecięcia, a nie tylko wygładzenia fryzury.

Metalowe spinki i klamry

Metalowe wsuwki, spinki i ciężkie klamry wydają się trwałe, ale to one często odpowiadają za nagłe „przecięcie” włosa w połowie długości. Metal łatwo się nagrzewa od słońca czy suszarki, może korodować i ma bardzo twarde, nieelastyczne krawędzie. Włosy ślizgają się po takim materiale, po czym nagle blokują się w jednym punkcie, co skutkuje pęknięciem łodygi lub wyrwaniem całego pasma z cebulką.

Bezpieczniejszym wyborem są lekkie plastikowe klamry z gładkimi ząbkami, bez metalowego rdzenia. Przykładem są klamry typu „PUENTE”, które powstają właśnie z myślą o ograniczeniu mechanicznych zniszczeń. Mają zaokrąglone krawędzie, nie posiadają ostrych łączeń, a ich nacisk na włosy rozkłada się równomiernie. W codziennym użytkowaniu oznacza to mniej złamanych włosków wokół potylicy i mniejsze ryzyko szarpania przy zdejmowaniu.

Gumki do włosów

Z pozoru zwykła gumka potrafi zrobić ogromną różnicę w kondycji pasm. Najbardziej niszczące są cienkie gumki z metalową „zszywką”, gumki recepturki oraz bardzo szorstkie materiały. Metalowy łącznik działa jak mini-szczypce: zaciska włosy między twardymi powierzchniami. Przy każdym ruchu głową włosy ocierają się o to miejsce i stopniowo się przecinają. Gumki recepturki z kolei wbijają się we włos i trudno je zdjąć bez szarpania.

W codziennej pielęgnacji lepiej sprawdzają się miękkie gumki materiałowe, np. scrunchies z satyny lub dzianiny. Są grubsze, obciskają większą powierzchnię włosów, więc nie nadrywają pojedynczych pasemek. Dobrym rozwiązaniem są też spiralne gumki, które rozkładają nacisk po całej objętości kucyka. Jeśli chcesz jeszcze bardziej ograniczyć łamanie, staraj się zdejmować gumkę bardzo delikatnie, nie zrywając jej jednym ruchem.

Gdy chcesz szybko ocenić, czy dane akcesorium sprzyja łamaniu, zwróć uwagę na kilka cech materiału:

  • twardość i brak elastyczności elementów,
  • obecność metalowych łączeń lub sprężynek,
  • ostre krawędzie i widoczne pęknięcia tworzywa,
  • szorstką powierzchnię, która zaczepia o włosy,
  • zbyt mocny docisk przy zamknięciu klamry lub spinki.

Czy upinanie mokrych włosów łamie je szybciej?

Mokry włos zachowuje się inaczej niż suchy. Jego struktura jest rozpulchniona, łuski lekko się unoszą, a cała łodyga staje się elastyczna, ale mniej odporna na rozciąganie. Jeśli w tym momencie zrobisz ciasny kok, ścisły warkocz lub ciasny koczek na czubku głowy, pasma zostaną mechanicznie rozciągnięte. Gdy wyschną w takiej pozycji, włos ma tendencję do pękania przy każdej kolejnej zmianie fryzury.

Upięcia na mokro są problematyczne także z innego powodu. We wnętrzu koka lub warkocza wilgoć utrzymuje się długo. Skóra głowy jest wtedy cieplejsza, mniej dotleniona, a to idealne środowisko dla drożdżaków związanych z łupieżem. Osłabiona skóra gorzej odżywia cebulki, więc po kilku tygodniach szybciej wypadają włosy z całej głowy, a nowe odrastają cieńsze.

Jak postępować z mokrymi włosami?

Po myciu najlepiej traktować pasma jak delikatną tkaninę. Zamiast agresywnie trzeć ręcznikiem, lepiej delikatnie odcisnąć nadmiar wody w bawełnianą koszulkę lub gładki ręcznik z mikrofibry. Włos wtedy mniej się puszy i nie dochodzi do mechanicznego „rozszarpywania” łusek. Gdy pasma przestaną ociekać, można je rozczesać szerokim grzebieniem lub szczotką o elastycznych ząbkach, zaczynając od końców.

Jeśli musisz związać włosy, bo idziesz spać lub ćwiczysz, wybierz miękkie, luźne upięcie. Dobrym rozwiązaniem jest niski kucyk na karku albo luźny warkocz, w którym każde pasmo ma swobodę ruchu. Dla osób z falami lub lokami wygodna bywa też tzw. „plop” z koszulki, który pozwala włosom schnąć z zachowaniem skrętu, bez ścisłego związywania. Im mniej napięcia na mokrym włosie, tym mniejsze ryzyko złamań.

Jak stylizacja i pielęgnacja przyspieszają łamanie włosów?

Prostownica używana codziennie, gorące powietrze z suszarki, brak odżywki po każdym myciu i pomijanie produktów ochronnych to prosta droga do przesuszonych, łamliwych pasm. Wysoka temperatura odparowuje wodę z wnętrza włosa, a jeśli łuski są już nadwyrężone, dochodzi do trwałego uszkodzenia. Taki włos staje się sztywny, kruchy i pęka przy każdym zgięciu, np. przy zakładaniu za ucho.

Drugim problemem jest brak równowagi między proteinami, emolientami i humektantami, czyli tzw. równowaga PEH. Gdy w pielęgnacji dominuje jeden typ składników, włosy reagują nadwrażliwością, puszeniem lub nadmiernym obciążeniem. W każdej z tych sytuacji stają się bardziej podatne na urazy mechaniczne, bo albo są zbyt sztywne, albo zbyt wiotkie i mało sprężyste.

Gorące narzędzia do stylizacji

Prostownice, lokówki i suszarki bez kontroli temperatury potrafią w kilka minut zniszczyć efekt wielomiesięcznej pielęgnacji. Najbardziej szkodliwe jest wielokrotne przeciąganie prostownicy po tym samym paśmie oraz stylizacja na wilgotnych włosach. Słychać wtedy charakterystyczne „syczenie” parującej wody. To sygnał, że wewnętrzna struktura włosa ulega zniszczeniu, a powstające mikropęknięcia szybko przechodzą w widoczne ubytki na długości.

Żeby ograniczyć te szkody, warto połączyć kilka prostych działań. Obniżenie temperatury stylizacji, stosowanie sprayu termoochronnego, skrócenie czasu kontaktu pasma z gorącą płytką i robienie przerw od stylizacji w ciągu tygodnia. Nawet dwudniowa przerwa bez wysokiej temperatury pozwala włosom złapać nieco elastyczności, szczególnie jeśli w tym czasie zastosujesz maskę bogatą w emolienty.

Brak odżywki i olejowania

Mycie szamponem bez późniejszego zastosowania odżywki mocno zwiększa tarcie między włosami. Pasma plączą się, zaczepiają o siebie i o ubrania, a potem łatwiej je szarpiesz przy czesaniu. Odżywka wygładza łuski, tworzy na nich lekką warstwę ochronną i poprawia poślizg. Dzięki temu przy każdym ruchu szczotki wyrywanych i łamanych włosów jest zdecydowanie mniej.

Dla zachowania sprężystości i odporności na złamania warto włączyć do rutyny olejowanie włosów. Raz w tygodniu cienka warstwa oleju dopasowanego do porowatości (np. olej lniany przy wysokiej porowatości, olej ze słodkich migdałów przy średniej) poprawia elastyczność włosa. Włos zyskuje miękkość, lepiej znosi zginanie i upięcia, a końcówki wolniej się rozdwajają. Codziennie lub co drugi dzień warto też stosować silikonowe serum na końcówki, a zimą dołożyć jeszcze jedną porcję w ciągu dnia, zwłaszcza przed wyjściem na mróz.

W dobrze ułożonej rutynie pielęgnacyjnej często pojawiają się podobne elementy:

  1. łagodny szampon dobrany do skóry głowy,
  2. odżywka wygładzająca po każdym myciu,
  3. maski PEH stosowane naprzemiennie,
  4. olejowanie raz w tygodniu na długość włosów,
  5. serum silikonowe na końcówki przy każdej stylizacji.

Jak zmienić nawyki, żeby włosy się nie łamały?

Największy efekt dają zwykle najprostsze modyfikacje. Zamiast rezygnować z upięć, lepiej zmienić sposób ich wykonywania. Zamiast ściskać włosy w jeden twardy kucyk, można zrobić dwa luźniejsze, niżej umieszczone. Zamiast ciasnego koka na mokrych włosach po treningu, lepszy będzie luźny warkocz zrobiony po lekkim podsuszeniu. Takie drobne ruchy zmniejszają napięcie na włosach oraz cebulkach, a jednocześnie pozwalają zachować wygodę w ciągu dnia.

Dobrym pomysłem jest też wprowadzenie „dnia lub dwóch swobody” dla włosów w tygodniu. To czas bez ciasnych gumek, ciężkich klamer i bardzo wysokich upięć. Włosy wtedy odpoczywają, mogą naturalnie się układać, a Ty lepiej widzisz, w których miejscach pojawia się najwięcej połamanych kosmyków. To te obszary, którym warto poświęcić więcej uwagi przy kolejnych fryzurach.

Najczęściej włosy łamią się nie przez jedną dużą szkodę, ale przez setki małych mikrourazów powtarzanych każdego dnia.

Pomocne może być także wprowadzenie kilku prostych zasad przy każdej stylizacji:

  • zmieniaj wysokość kucyka lub koka w ciągu tygodnia,
  • naprzemiennie zostawiaj włosy raz rozpuszczone, raz lekko upięte,
  • rozluźniaj gumkę w ciągu dnia, gdy poczujesz „ciągnięcie” na skórze,
  • zamień metalowe spinki na plastikowe, a cienkie gumki na szersze scrunchies,
  • nie śpij w ciasnych fryzurach, wybierz luźny warkocz lub całkowicie rozpuszczone pasma.

Przy zmianie kilku nawyków już po kilku tygodniach możesz zauważyć mniej włosów na szczotce i słabsze kruszenie końcówek.

Redakcja malyrynek.pl

Zespół Malyrynek.pl to pasjonaci życia, którzy tworzą treści łączące różnorodne dziedziny – od porad dotyczących domu i zdrowia, po nowinki z motoryzacji, biznesu i zakupów. Piszemy o urodzie, stylu życia i praktycznych rozwiązaniach, które ułatwiają codzienność. Naszym celem jest inspirowanie czytelników do podejmowania świadomych wyborów i czerpania radości z życia w każdej jego odsłonie.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?